2 stycznia 2011

XXXV. Okna


Ten, kto patrzy przez otwarte okno nigdy nie zobaczy tyli rozmaitych rzeczy, co ten, kto z zewnątrz wpatruje się w okno zamknięte. Nie ma nic równie głębokiego, tajemniczego, niewyczerpanego, równie mrocznego i olśniewającego, jak okno oświetlone świecą. To, co można zobaczyć w blasku słońca, nigdy nie jest tak ciekawe, jak to, co dzieje się za szybą. W tej czarnej lub jaśniejącej dziurze żyje życie, życie marzy i cierpi.

Ponad falami dachów widzę kobietę już przekwitłą, pomarszczoną, biedną, wciąż nad czymś schyloną, która nigdy nie opuszcza swojego pokoju. Z twarzy, sukni, gestów, z niczego niemal, odtworzyłem historię tej kobiety albo raczej jej legendę, którą czasami opowiadam sobie samemu płacząc.

Gdyby to był biedny starzec, jego historię odtworzyłbym z równą łatwością.

I kładą się spać dumny, że żyłem i cierpiałem w innych.

Spytacie być może: «Czy jesteś pewien, że ta legenda to prawda?» A czy to ma znaczenie, jaka jest w istocie otaczająca mnie rzeczywistość, jeżeli pomogła mi żyć, czuć że jestem, i czuć kim jestem?


1 komentarz:

  1. literówka: tyli -> tylu.
    a w ogóle to wielkie dzięki, uwielbiam Baudelaire'a :)

    OdpowiedzUsuń