2 stycznia 2011

VIII. Pies i flakon


« – Mój śliczny piesku, mój dobry piesku, moja kochana psinko, chodź no tu powąchać te wyborne perfumy kupione u najlepszego perfumiarza w mieście.»

i pies, merdając ogonem, co jak słyszałem, jest u tych poczciwych stworzeń odpowiednikiem śmiechu i uśmiechu, podchodzi i wilgotnym nosem dotyka z zaciekawieniem otwartego flakonu; potem cofa się w nagłym strachu i szczeka na mnie z wyrzutem.

« – Ach, ty nikczemny psie, gdybym ci był przyniósł paczkę ekskrementów, wąchałbyś ją z rozkoszą, a może nawet i zeżarł. A więc i ty, niegodny towarzyszu mojego smutnego żywota, podobny jesteś publiczności: jej także zamiast subtelnych pachnideł, które tylko ją drażnią, należy zawsze podsuwać starannie dobrane paskudztwa.»



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz