2 stycznia 2011

XXVIII. Fałszywy pieniądz


Kiedy wyszliśmy z trafiki, mój przyjaciel starannie rozdzielił otrzymaną resztę: do lewej kieszeni kamizelki włożył małe sztuki złota; do prawej – monety srebrne; do lewej kieszeni spodni – garść miedziaków, a do prawej – srebrną dwufrankówkę, którą przedtem obejrzał ze szczególną uwagą.

«Dziwny i pedantyczny podział!» - zauważyłem w duchu.

Napotkaliśmy biednego, który drżącą ręką podsunął nam czapkę. – Nie znam niczego, co budzi większy niepokój niż niema elokwencja tych bladych oczu, które dla umiejącego w nich czytać wrażliwego człowieka mieszczą jednocześnie tyle pokory i tyle nagany. Podobną otchłań skomplikowanych uczuć można zobaczyć w załzawionych oczach bitego psa.

Jałmużna przyjaciela okazała się znaczniej hojniejsza od mojej. «Masz słuszność – powiedziałem – poza naszym własnym zdziwieniem nie ma większej przyjemności od zrobienia komuś niespodzianki. – To była fałszywa dwufrankówka» odparł spokojnie, jakby usprawiedliwiając swoją rozrzutność.

A w moim nieszczęsnym mózgu, wiecznie komplikującym sprawy jasne jak słońce (taką to uciążliwą właściwością obdarowała mnie natura), nagle zaświtała myśl, że u moje przyjaciela podobne zachowanie daje się wytłumaczyć jedynie pragnieniem, by w życiu tego biednego nieboraka wydarzyło się coś niezwykłego, połączonego zapewne z chęcią poznania wszystkich skutków, niekoniecznie zgubnych, jakie może zrodzić fałszywa moneta w ręku żebraka. Czyś nie mogła przeobrazić się w monety prawdziwe? Czyż nie mogła także zaprowadzić go do więzienia? Gdyby jakiś szynkarz czy piekarz doniósł na niego, że jest fałszerzem albo oszustem, co rozprowadza fałszywe pieniądze? Mogła wreszcie, jeśli biedak był trochę finansistą, stać się zalążkiem kilkudniowej fortuny. Tak to wyobraźnie ponosił mnie coraz dalej, przypinając duszy mojego przyjaciela skrzydła i wyciągając wszystkie możliwe wnioski ze wszystkich możliwych przesłanek.

Ale przyjaciel przerwał nagle to rozmyślania podejmując moje słowa: «Tak, masz słuszność, nie ma przyjemności subtelniejszej niż zrobić komuś niespodziankę dając więcej niż oczekiwał.»

Zajrzałem mu prosto w oczy i z przerażeniem zobaczyłem w nich blask naiwnej szczerości. Zrozumiałem wtedy, że mój przyjaciel chciał jednocześnie zrobić dobry uczynek i korzystny interes; zyskać czterdzieści su i łaskę u Boga; zaoszczędzić na wstępie do raju; słowem, wyłudzić patent na miłosiernego. Byłbym mu prawie wybaczył głód zdrożnych rozkoszy, do których jeszcze przed chwilą wydawał mi się zdolny; byłbym uznał wystawianie biednych na niebezpieczeństwo za ciekawą rozrywkę, ale nigdy mu nie wybaczę płaskiej kalkulacji. Dla złych uczynków nie ma usprawiedliwienia; w świadomości, że się je popełnia, tkwi jednak pewna zasługa, bo największym występkiem jest czynić zło z głupoty.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz