2 stycznia 2011

XIX. Zabawka biednego


Chcę wam zaproponować niewinną rozrywkę. Tak mało przyjemności wolna jest od grzechu.

Kiedy wychodząc rankiem zdecydujecie się na włóczęgę po drogach i gościńcach, napełnijcie kieszenie straganowymi cudami – jak tekturowy pajac poruszany pociągnięciem sznurka, kowale walący w kowadło, albo kirasjer, którego koń ma w ogonie świstawkę – i obdarowujcie nimi nieznajome biedne dzieci napotkane pod karczmą albo samotnym drzewem. Zobaczycie, jak niewiarygodnie powiększają się im oczy. Z początku nie ośmielą się przyjąć; nie uwierzą swojemu szczęściu. Potem szybko capną ręką podarek i umkną tak, jak to robią koty, które nauczyły się nie ufać człowiekowi i wolą z dala od niego zjeść kąsek, który im rzucił.

Na dróżce, za ozdobną kratą otaczającą rozległy park, w którego głębi połyskiwała biel jaśniejącego w słońcu pięknego pałacu, stał śliczny, wyświeżony chłopczyk ubrany w strój wiejski, pełen wdzięku i kokieterii.

Zbytek, beztroska i ciągły widok bogactw czynią te dzieci tak urodziwymi, że wydają się ulepione z innej gliny niż dzieci pospólstwa i biedoty.

Obok chłopczyka leżała w trawie wspaniała zabawka, świeża jak jej właściciel, lakierowana, złocona, odziana w purpurę, strojna w pióra i kolorowe szkiełka. Ale chłopczyk, zapomniał o ulubionej zabawce, patrzył na co innego:

Po przeciwnej stronie kraty, na drodze, pośród ostów i pokrzyw, stał drugi chłopiec, brudny, wątły, sczerniały; jedno z dzieci-pariasów, którego urodę odkryłoby bezstronne oko – jak oko znawcy odgaduje doskonały portret pod warstwą szewskiego werniksu – gdyby oczyściło je z odrażającej patyny nędzy.

Przez symboliczne pręty oddzielające dwa światy, gościniec i pałac, biedny chłopiec pokazał bogatemu chłopcu swoją zabawkę, ten zaś wpatrywał się w nią pożądliwie jak w rzadki i nieznany przedmiot. A tą zabawką, którą mały kocmołuch drażnił, trącał i trząsł w zakratowanej skrzynce, był żywy szczur! Rodzice, zapewne przez oszczędność dali dziecku zabawkę wziętą prosto z życia.

I obaj chłopcy, uśmiechając się do siebie po bratersku, odsłaniali zęby równej białości.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz