2 stycznia 2011

XVI. Zegar


Chińczycy widzą godzinę w oczach kotów.

Pewien misjonarz, przechadzając się któregoś dnia po przedmieściach Nankinu, spostrzegł, że zapomniał zegarka, i spytał o godzinę jakiegoś malca.

Ulicznik z Państwa Środka najpierw, niepewny, milczał, potem, podejmując decyzję, powiedział: «Zaraz się dowiem.» Po chwili wrócił przyciskając do piersi dużego, tłustego kota, spojrzał mu, jak to się mówi, prosto w oczy i bez wahania oświadczył: «Jeszcze trochę brakuje do południa.» I tak właśnie było.

I ja, kiedy pochylam się ku pięknej Koci, o jakże stosownym imieniu, Koci, która jest zarazem ozdobą swojej płci, chlubą mojego serca i aromatem moich myśli, czy to noc, czy też dzień, pełne słońce albo gęsty mrok, w głębi jej czarujących oczu zawsze wyraźnie widać godzinę; wciąż tę samą: godzinę rozległą, uroczystą, ogromną jak przestrzeń, niepodzielną na minuty i sekundy, godzinę nieruchomą, nieznaną wskazówkom, a jednocześnie lekką jak westchnienie, szybką jak rzut oka.

A gdyby jakiś intruz pojawił się nieproszony, kiedy mój wzrok spoczywa na tym rozkosznym zegarze, gdyby jakiś nieułożony i brutalny Geniusz, jakiś Demon natręctwa pojawił się i zapytał: «Czemu to się tak pilnie przyglądasz? czego szukasz w oczach tej istoty? Czyżbyś w nich widział godzinę, marnotrawny i gnuśny śmiertelniku?», odpowiedziałbym bez wahania: «Tak, widzę godzinę; jest Wieczność!»

Czyż nie przyznasz, o pani, że jest to madrygał zaiste godny nagrody, i tak samo jak ty afektowany? Ale haftowałem ten pretensjonalny komplement z taką przyjemnością, że nic w zamian od ciebie nie zażądam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz